Spis treści
Zuchwała kradzież dwutonowego dzieła sztuki z Dylewa
Zabytkowy park w Dylewie (woj. warmińsko-mazurskie) stał się tłem dla historii przypominającej filmowy scenariusz. Z wyspy na stawie zniknęło potężne marmurowe dzieło dłuta Adolfa Wildta. Rzeźba ukazywała głowę Johanna Larassa, cenionego projektanta założeń parkowych. Ten niezwykle wartościowy i ważący prawie dwie tony obiekt nagle zapadł się pod ziemię, a wokół incydentu zaczęły krążyć coraz to dziwniejsze teorie.
Od samego początku śledczy zakładali, że nie był to przypadkowy akt wandalizmu. Transport tak ogromnego i ciężkiego przedmiotu z tak niedostępnego terenu wymagał użycia specjalistycznego sprzętu i drobiazgowego planowania. Sprawcy musieli działać z premedytacją, zwłaszcza że z dostępnych informacji wynikało, iż kradzieży dokonano w okresie zimowym, krótko po zakończeniu prac renowacyjnych. Złodzieje doskonale wiedzieli, po co przyjechali i jak cenny łup zabierają.
Zatrzymanie żony archeologa. Śledztwo pełne luk i wątpliwości
Początkowe etapy dochodzenia charakteryzowały się sporym chaosem. Funkcjonariusze długo nie potrafili nawet precyzyjnie ustalić momentu, w którym doszło do zaboru rzeźby. Sytuacja uległa zmianie po kilkunastu miesiącach, gdy niespodziewanie pojawili się rzekomi świadkowie dysponujący zaskakująco szczegółową wiedzą. Ich zeznania skierowały uwagę organów ścigania na grupę warszawskich archeologów, którzy wcześniej prowadzili badania w Dylewie. W 2002 roku ostródzka policja wkroczyła do mieszkania małżeństwa „M.”. Żona szanowanego naukowca została aresztowana, doprowadzona do prokuratury i umieszczona w areszcie na 48 godzin. W wywiadzie prasowym udzielonym w tamtym czasie kobieta skarżyła się na poniżające traktowanie i pozbawienie dostępu do niezbędnych lekarstw.
W toku postępowania przeprowadzono konfrontacje, a jeden ze świadków uparcie twierdził, że rozpoznał zatrzymaną na miejscu przestępstwa. Wobec kobiety zastosowano surowe środki zapobiegawcze: astronomiczne jak na tamte realia poręczenie majątkowe w kwocie 100 tys. złotych, dozór policyjny oraz zakaz opuszczania kraju. Od samego początku jednak wiarygodność tych oskarżeń była mocno dyskusyjna. Aż trzy osoby nie rozpoznały w podejrzanej uczestniczki zdarzenia, a zeznania kluczowego świadka wzbudzały powszechne powątpiewanie. Mimo tych nieścisłości, machina wymiaru sprawiedliwości została puszczona w ruch, a sprawa nabrała ogromnego rozgłosu.
Wieś żyła plotkami o zaginionej głowie Johanna Larassa
Lokalna społeczność w Dylewie była zelektryzowana całą sytuacją. Wypowiedzi mieszkańców były skrajnie sprzeczne – jedni zarzekali się, że o niczym nie wiedzą, podczas gdy inni rozsiewali coraz to nowsze, sensacyjne pogłoski. Wiele osób twierdziło, że w dniu kradzieży nikt nie zaobserwował niczego podejrzanego. Z kolei inni przypominali sobie, że przez lata przy marmurowym popiersiu często urządzano libacje alkoholowe, zupełnie nie zdając sobie sprawy z ogromnej wartości tego obiektu. Zainteresowanie mediów było ogromne – do wsi zjeżdżali dziennikarze, prowadzono wywiady i realizowano materiały wideo. Temat zaginionej rzeźby zdominował życie lokalnej społeczności.
Przełom po 25 latach. Rzeźba odnaleziona w rezydencji polskiej celebrytki?
Kiedy wydawało się, że sprawa utknęła w martwym punkcie, po upływie ćwierćwiecza nastąpił nieoczekiwany zwrot akcji. Jak poinformował pod koniec marca „Super Express”, bezcenny artefakt nigdy nie opuścił terytorium Polski. Z najnowszych doniesień wynika, że skradzioną rzeźbę zlokalizowano na terenie podwarszawskiej posiadłości, będącej własnością znanej osobistości ze świata show-biznesu. Ta wprost nieprawdopodobna informacja przerwała długoletnią ciszę wokół tej nierozwiązanej sprawy.
Dostępne relacje sugerują, że do przełomu doszło po śmierci jednego ze współsprawców kradzieży. To właśnie to wydarzenie miało dostarczyć śledczym kluczowych informacji o miejscu ukrycia zabytku. Przedstawiciele organów ścigania odmawiają jednak udzielania szczegółowych informacji, zasłaniając się dobrem prowadzonego postępowania. Według nieoficjalnych źródeł odzyskane dzieło sztuki zostało zabezpieczone i obecnie przebywa w ściśle chronionym magazynie na terenie Morąga w okolicach Ostródy.