Matka nie widziała, jak syn katował ukochaną? Była w mieszkaniu, gdy dziewczyna przeżywała prawdziwy koszmar

2026-10-27 20:09

Matka nie widziała, jak synek katował ukochaną!? Wszystko rozgrywało się w niewielkim mieszkaniu w Elblągu, gdzie 44-letnia Marina została brutalnie pobita i ogolona na łyso przez swojego partnera. Kobieta zmarła później w szpitalu. Kiedy dochodziło do tych dramatycznych scen, matka oskarżonego znajdowała się w mieszkaniu, jednak utrzymuje, że wówczas spała. Przed sądem posyłała synowi serduszka, ale na temat tragedii nie powiedziała ani słowa.

Tragedia w Elblągu. Matka Tomasza P. odmówiła składania zeznań

Serduszka rysowane palcami, dłonie przyciskane do serca i łzy. Tak przebiegało spotkanie Tomasza P. (39 l.) z jego matką w Sądzie Okręgowym w Elblągu. Małgorzata Z. (63 l.) kierowała do syna czułe gesty, które ten odwzajemniał zza szyby klatki dla oskarżonych. Kiedy jednak przyszło opowiedzieć o weekendzie, po którym Marina (†44 l.) znalazła się w szpitalu i zmarła, kobieta nie zabrała głosu.

We wtorek (27 października) odbyła się następna rozprawa w sprawie śmierci Ukrainki mieszkającej w Ostródzie. Na świadka wezwano Małgorzatę Z., matkę oskarżonego. Z ustaleń śledczych wynika, że kobieta znajdowała się w tym samym niewielkim, dwuizbowym mieszkaniu, w którym w styczniu tego roku doszło do brutalnego pobicia.

Dramat rozegrał się pod jednym dachem, kiedy matka oskarżonego była w mieszkaniu. Czy słyszała, co się działo? Czy dostrzegła, w jakim stanie była Marina? W trakcie śledztwa wyjaśniała, że spała. Podczas rozprawy skorzystała natomiast z prawa do odmowy składania zeznań, które przysługuje jej jako osobie najbliższej oskarżonego. Nie udzieliła odpowiedzi na pytania nawet po tym, jak sąd wyłączył jawność rozprawy na czas jej przesłuchania.

Śmierć 44-letniej Mariny w Elblągu. Zamiast wyjazdu do Paryża doszło do dramatu

Przed sądem wypowiedziała się za to sąsiadka. Opowiadała o imprezach odbywających się w mieszkaniu, a także o planach, jakie snuli zakochani.

- Marina i Tomasz mieli pojechać do Paryża. Spacerować po mieście miłości, spędzić czas tylko we dwoje – mówiła kobieta.

Do upragnionego wyjazdu ostatecznie nie doszło. Marina przyjechała do Polski z Ukrainy. Osiedliła się w Ostródzie, gdzie mieszkała, a pracowała w zakładach mięsnych w Morlinach. Tomasza P., tapicera pochodzącego z Elbląga, poznała za pośrednictwem internetu. Tworzyli parę od kilku miesięcy. Pod koniec stycznia wspólnie spędzany weekend zakończył się dramatem.

44-letnia kobieta została przewieziona do szpitala nieprzytomna, dotkliwie pobita i z ogoloną głową. Medycy z oddziału intensywnej terapii podejmowali wszelkie działania, aby ocalić jej życie. Marina nie odzyskała jednak świadomości. Zmarła, nie mając możliwości opowiedzenia śledczym, co spotkało ją za zamkniętymi drzwiami.

Co było przyczyną wybuchu przemocy? Po zatrzymaniu Tomasz P. tłumaczył swoje zachowanie zazdrością. Jak relacjonował, gdy partnerka zasnęła, sprawdził zawartość jej telefonu. Twierdził, że natrafił na wiadomości wysyłane do mężczyzny o imieniu Kuba, fotografie Mariny w bieliźnie oraz rezerwacje hotelowe z okresów, kiedy się nie widywali. Według jego wyjaśnień właśnie to, co odkrył, wyprowadziło go z równowagi.

Proces Tomasza P. w Elblągu. Oskarżony nie przyznaje się do winy

Z ustaleń przedstawianych w sprawie wynika, że kobieta była kopana i bita, a 39-letni Tomasz P. najpierw obciął jej włosy nożyczkami, a następnie użył maszynki fryzjerskiej. Mężczyzna nie przyznaje się do stawianego mu zarzutu. Podczas wcześniejszej rozprawy wielokrotnie powoływał się na niepamięć. Sąd nadal próbuje wyjaśnić dokładny przebieg wydarzeń z tamtej nocy, ponieważ na obecnym etapie opiera się jedynie na ustaleniach śledztwa.

W elbląskim sądzie matka obdarzała syna czułymi spojrzeniami, serduszkami i łzami. Nie zdecydowała się jednak odpowiedzieć na pytania sądu. Wcześniej przekonywała, że spała. Marina nigdy już nie będzie mogła przedstawić własnej relacji z tych wydarzeń.

Tomasz P. stanął przed sądem pod zarzutem zabójstwa, gdyż właśnie taką kwalifikację prawną przyjęła prokuratura. Za bestialstwo, którego się dopuścił, grozi mu kara do 15 lat pozbawienia wolności. Gdyby jednak odpowiadał za zabójstwo, groziłoby mu nawet dożywocie. Marina wróciła na Ukrainę. Jej ciało skremowano, a prochy pochowano w rodzinnej miejscowości. Urnę z prochami osobiście dostarczyła tam jej siostra.

CZY TRUMP JEST MARIONETKĄ PUTINA? Niemczyk: POTRZEBUJEMY NATO, NIE TYLKO USA!

ROLKI