Spis treści
Jak służby zablokowały trasę S7, by uwolnić z niej kierowców
Najpierw służby celowo zatrzymały ruch na ekspresowej S7, a następnie ćwiczyły, jak uwolnić kierowców z powstałego zatoru. W środę, 30 września, pod Grabinem koło Ostródy policjanci, strażacy i drogowcy przeprowadzili ćwiczenia „ZATOR-2026”. Problem polegał na tym, że sparaliżowano jedną z najważniejszych tras tranzytowych prowadzących na północ kraju, w kierunku portów w Gdańsku, Gdyni i Elblągu. Ciężarówki utknęły w wielokilometrowym korku, a kierowcy szybko zaczęli tracić cierpliwość. „Co wy robicie?! My tracimy pieniądze!” – wykrzykiwali w stronę służb.
Scenariusz mógł wyglądać jak żart, ale wcale nim nie był. Punktualnie o godz. 10 ruszyły ćwiczenia, których celem było sprawdzenie, jak służby poradzą sobie z ogromnym zatorem na drodze ekspresowej.
Tyle że, aby przećwiczyć jego rozładowanie, najpierw trzeba było… stworzyć korek.
To właśnie najbardziej rozwścieczyło kierowców. S7 pod Ostródą jest ważnym szlakiem dla transportu ciężarowego zmierzającego na północ. Tą trasą ciężarówki jadą do portów, terminali i zakładów pracy. Dla przewoźników kilka godzin postoju oznacza nie tylko zdenerwowanie. To również przepadłe awizacje, opóźnione dostawy, przekroczony czas pracy kierowców i konkretne straty finansowe.
Emocje wzięły górę: kierowcy na S7 nie przebierali w słowach
Internauci błyskawicznie zwrócili uwagę na absurdalność całej sytuacji.
– Może w ramach ćwiczeń wyburzyć jakiś budynek i go odbudować! – ironizował jeden z komentujących.
Idąc tym tropem, następnym razem można najpierw zbudować dom, później go zburzyć, a następnie z dumą przećwiczyć akcję ratunkową. Albo podpalić magazyn, aby sprawdzić, czy strażacy potrafią go ugasić. Brzmi absurdalnie? Kierowcom, którzy utknęli na S7, zdecydowanie nie było do śmiechu.
– Poj...o was? Co wy robicie? My tracimy pieniądze! – według świadków takie okrzyki leciały z kabin ciężarówek w stronę policjantów i drogowców.
W pewnym momencie część kierowców miała zupełnie stracić cierpliwość. Według relacji z miejsca zdesperowani kierujący wyłamali bramę prowadzącą na drogę techniczną i zaczęli samodzielnie wydostawać się z korka. Ciężarówki ruszały bocznymi i polnymi drogami, byle tylko opuścić zator.
– Na własne uszy słyszałam, jak kierowcy otwierali szyby i krzyczeli do policjantów i drogowców niecenzuralne słowa. Ci pospuszczali głowy tak mocno, że mało czapki im nie pospadały – mówi jedna z obserwatorek ćwiczeń.
Służby wyjaśniają utrudnienia: o ćwiczeniach informowano wcześniej
Służby wyjaśniają, że akcję zapowiedziano wcześniej. Informacje dotyczyły planowanego zamknięcia trasy, utrudnień oraz wyznaczonych objazdów. Strażacy usuwali bariery i otwierali przejazdy awaryjne, policjanci zajmowali się kierowaniem ruchem, a drogowcy organizowali objazdy.
Według planu utrudnienia mogły potrwać nawet do godz. 15. Ostatecznie akcja zakończyła się jednak znacznie wcześniej, a około południa ruch został przywrócony. Nie potwierdzono, że wcześniejsze zakończenie ćwiczeń miało związek z buntem kierowców, jednak emocje na trasie narastały z każdą minutą.
Brak sukcesu medialnego po zakończeniu ćwiczeń
Interesujący był również finał całej operacji. Po dużych ćwiczeniach służby zazwyczaj chętnie publikują zdjęcia i szeroko informują o rezultatach swoich działań. Tym razem wielkiej fety jednak zabrakło. Pojawiły się głównie krótkie relacje oraz nagrania opublikowane przez lokalne portale.
Czy po reakcji kierowców ktoś uznał, że nie ma się czym szczególnie chwalić? Tego nie wiemy. Pewne jest natomiast jedno. W czasach symulatorów, zaawansowanych programów szkoleniowych i sztucznej inteligencji prawdziwych kierowców ustawiono w prawdziwym korku, aby przećwiczyć jego rozładowanie.
Najpierw zatem stworzono problem, a później bohatersko go rozwiązano. Służby przećwiczyły swoje procedury, natomiast kierowcom pozostały nerwy, opóźnienia i jedno pytanie: czy naprawdę nie można było zrobić tego inaczej?