Spis treści
Śmierć 14-letniego Mateusza na torach kolejowych koło Susza
Śmiertelny wypadek miał miejsce w czwartek, 16 kwietnia, przed godziną 9. Na odcinku trasy kolejowej łączącej Susz z Prabutami w powiecie iławskim rozpędzony skład Pendolino uderzył w młodego człowieka. Wiadomo, że pociąg jechał z Warszawy Zachodniej do Gdyni Głównej, a poszkodowany zginął natychmiast po zderzeniu z pędzącą maszyną.
Potrąconym pieszym był zaledwie 14-letni Mateusz. Szybko po tragedii w przestrzeni internetowej zaczęto sugerować, że chłopiec regularnie doświadczał prześladowania ze strony innych uczniów. Rówieśnicza agresja oraz sieciowy hejt miały być bezpośrednim powodem podjęcia przez niego dramatycznej decyzji o odebraniu sobie życia.
Śledczy prowadzący tę sprawę oficjalnie zaznaczają, że obecnie nie dysponują żadnymi materiałami dowodowymi potwierdzającymi motyw związany z rówieśniczym gnębieniem. Wątpliwości w tej materii pozostają jednak wciąż szeroko dyskutowane przez opinię publiczną.
Ostatnie pożegnanie 14-letniego Mateusza z Susza
Nabożeństwo żałobne za zmarłego nastolatka rozpoczęło się we wtorek, 21 kwietnia, o godzinie 14. Zgromadzeni zebrali się w suskim kościele pod wezwaniem świętej Rozalii, skąd następnie odprowadzili trumnę z ciałem 14-latka na pobliski cmentarz komunalny.
Rozdzierający serce list odczytany na pogrzebie nastolatka
W trakcie kościelnych uroczystości wybrzmiała treść niezwykłego dokumentu, który został zredagowany z perspektywy samego zmarłego. Narracja w pierwszej osobie sprawiała wrażenie, że to 14-latek osobiście przemawia do zebranych, a na wstępie autor tekstu serdecznie powitał przybyłe na miejsce tłumy żałobników. Osobiste słowa łamały serca słuchaczy:
„Widzę, że jest Was bardzo dużo. Widzę Wasze łzy płynące po policzkach. Ból, który w Was jest i żal, który Was ogarnia. Jest Was bardzo dużo, ale jesteście razem w tym dniu i z tymi łzami, a ja byłem sam”
Dalsza część kościelnego przemówienia bezpośrednio zaprzeczała dotychczasowym oficjalnym komunikatom wydawanym przez prokuraturę w kwestii braku namacalnych dowodów na nękanie ucznia przez otoczenie.
„Sam cierpiałem. Znosiłem ten ból, który mi zadawano przez tak długi czas. Znosiłem ten hejt, który na mnie spadł, nie wiem czemu. Te upokorzenia, poniżanie i pobicia. Przecież ja byłem taki sam jak Wy. Dobrze się uczyłem. Byłem grzeczny. Miałem marzenia. Chciałem być piłkarzem. Grać w jakimś dobrym klubie. Być sławnym na całą Polskę. Nie krzyczałem głośno, jak się krzyczy na meczach. Nie żaliłem się do nikogo, że jest mi źle, tylko sam byłem z tym wszystkim”
Właśnie tego rodzaju tragiczne wyznania odbiły się echem pośród zgromadzonych podczas pogrzebu, a nieznany z imienia lektor z zaangażowaniem kontynuował odczytywanie bolesnych wspomnień z ostatnich tygodni życia zmarłego.
„Sam sobie próbowałem pomóc. Nie martwiłem rodziców. Nic im nie mówiłem, a pytali codziennie czy ktoś mi dokucza, co w szkole? Myślałem, że sobie poradzę, ale niestety, kiedyś nawet najtwardsze skały pękają i się sypią na milion kawałków. Przemoc nie dzieje się na korytarzu szkolnym, chociaż i ta czasem jej doświadczyłem, tylko w łazience, w szatni. Tam nie ma kamer ani nauczycieli. Ja potrzebowałem pomocy, niestety nie otrzymałem jej od nikogo. W szkole czułem się bezpiecznie tylko na lekcjach. A jak zadzwonił dzwonek, miałem już obawy, co spotka mnie na przerwie”
Kiedy te dramatyczne wyjaśnienia niosły się po świątyni, obecni na nabożeństwie żałobnicy nie byli w stanie powstrzymać wszechobecnego wzruszenia i z narastającym żalem ocierali spływające z twarzy łzy.
W treści listu odczytanego na głos 14-latek uspokoił swoją rodzinę, tłumacząc im, że wszelki fizyczny ból bezpowrotnie minął. Zapewnił również o swoim obecnym bezpieczeństwie i stanowczo podkreślił, że przebywa już w zaświatach u boku zmarłych wcześniej dziadków.
„Mam nadzieję, że te moje krótkie życie i ta moja tragiczna śmierć zmieni społeczność na lepsze. W czwartek rano też było słonecznie. Wyszedłem z domu, wziąłem rower i zacząłem iść, a Pan Bóg powiedział do mnie: „Mateuszu, chodź do mnie, bo na tej ziemi już za dużo wycierpiałeś i zaznałeś bólu. Powołuję Ciebie do drużyny Nieba. Potrzebuję dobrego obrońcę”. Teraz będę grał w drużynie Nieba i wyjechałem w najdłuższy wyjazd na mecz”
Te niezwykle bolesne wyznania głęboko poruszyły uczestników pogrzebu zebranych w suskiej parafii. Całość żałobnego pożegnania zwieńczono krótkim dopiskiem z prośbą, poprzez który tragicznie zmarły chłopak zaapelował do zebranych o regularne odwiedzanie jego grobu, nieustanną pamięć w modlitwie oraz zapalanie symbolicznych zniczy.
14-letni Mateusz tłumaczy w liście, że zagra w drużynie Nieba
Zanim zmarły chłopak za pośrednictwem pisma skierował pełne emocji pożegnanie bezpośrednio do matki, ojca oraz rodzeństwa, w kościele wybrzmiało wspomnienie feralnego dnia wypadku. Przekaz dotyczący ostatnich chwil jego życia jest wstrząsający i absolutnie nie pozwala nikomu ze słuchaczy zachować emocjonalnej obojętności wobec skali opisanej tragedii.
Prokuratura nadal analizuje okoliczności wypadku 14-latka z Susza
Dalsze postępowanie ma ustalić szczegóły szkolnej codzienności nastoletniej ofiary oraz ostatecznie zweryfikować prawdziwość plotek o potężnej fali nienawiści rówieśniczej. To śledczy muszą wskazać ewentualnych winnych tragedii ambitnego ucznia, przed którym rysowała się długa przyszłość. Dopiero definitywne zamknięcie śledztwa przez lokalną prokuraturę pozwoli na uzyskanie jakichkolwiek wiążących i pewnych odpowiedzi w tej sprawie.
i