Jedna trumna dla żołnierza Zbyszka i jego 2-letniego synka. Kierowca audi miał gnać 150 km/h

2026-09-17 9:25

Tragedia wydarzyła się niemal pod ich domem. 37-letni Zbigniew i jego mały synek Hubert zginęli w wypadku na drodze krajowej nr 57. Ojciec i dziecko zostali pochowani razem. Ponad rok później za zamkniętymi drzwiami rozpoczął się proces kierowcy audi.

Proces o wypadek pod Bisztynkiem utajniony

Pierwsza rozprawa Alana G. odbyła się w środę, 16 września, w Sądzie Rejonowym w Biskupcu. Od początku na sali nie było ani publiczności, ani dziennikarzy. Sąd zdecydował o wyłączeniu jawności z urzędu. Jak przekazał sędzia Adam Barczak, rzecznik Sądu Okręgowego w Olsztynie, decyzja miała związek z koniecznością ochrony ważnego interesu prywatnego osób pokrzywdzonych. Sam termin rozprawy nie był wcześniej szeroko ogłaszany.

Tragiczny wypadek na DK57: Kierowca audi jechał 150 km/h

Do tragedii doszło 15 sierpnia 2025 roku na trasie między Bisztynkiem a Wozławkami. Według ustaleń prokuratury Alan G. prowadził audi A6 i poruszał się z prędkością około 150 km/h, podczas gdy obowiązywało ograniczenie do 90 km/h. Samochód uderzył w tył skody jadącej prawidłowo. W wyniku zderzenia życie stracili Zbigniew i jego 2-letni syn Hubert. Mężczyzna był żołnierzem i działał także w OSP. Kobieta prowadząca skodę została ranna.

Pożegnanie ojca i dziecka odbyło się wspólnie. Zbigniew i mały Hubert spoczęli w jednej trumnie. W ich ostatniej drodze uczestniczyły setki osób, wśród nich koledzy Zbigniewa z wojska.

Po wypadku odjechał. Potem miał 1,32 promila

Prokuratura zarzuca Alanowi G., że po zderzeniu nie pomógł poszkodowanym i odjechał z miejsca tragedii. Śledczy ustalili również, że przed badaniem trzeźwości spożywał alkohol. W pobranej od niego krwi stwierdzono 1,32 promila. Kwestia alkoholu przez wiele miesięcy była jednym z głównych elementów postępowania. Początkowo mężczyzna odpowiadał również za prowadzenie auta w stanie nietrzeźwości. Nie przyznawał się do tego zarzutu i twierdził, że alkohol wypił dopiero po powrocie do domu. Biegli, analizując retrospektywnie poziom alkoholu, nie znaleźli podstaw, by wykluczyć taką możliwość. W efekcie prokurator umorzył postępowanie dotyczące samego prowadzenia samochodu po alkoholu.

Alan G. przyznaje się częściowo do winy. Odrzuca zarzut ucieczki

Podczas środowej rozprawy Alan G. częściowo przyznał się do winy. Potwierdził, że spowodował wypadek i nie udzielił pomocy. Jak tłumaczył, działał wtedy w szoku. Nie zgodził się natomiast z zarzutem ucieczki z miejsca tragedii. Podważył również wskazaną przez prokuraturę prędkość. Odmówił składania szerszych wyjaśnień, odpowiadając wyłącznie na pytania swojego obrońcy. Tego dnia sąd przesłuchał ośmiu świadków. Alan G. nadal przebywa w areszcie. Następną rozprawę zaplanowano na 7 października. Za zarzucane mu czyny może grozić od 5 do 20 lat więzienia.

Pijany pędził przez wieś i zabił 10 latka