Jan zadał pasierbowi 30 ciosów nożem. Wyroku nie doczekał. Tajemnicza śmierć za kratami

2026-05-11 15:08

Najpierw na cmentarzu w Lubawie spoczął 40-letni Łukasz J., a niedługo potem 68-letni Jan J., którego podejrzewano o brutalne zabójstwo pasierba. Mężczyzna nie doczekał jednak rozpoczęcia procesu, ponieważ zmarł w więzieniu. Sprawą tajemniczej śmierci w celi zajmuje się teraz prokuratura.

Rodzinne spotkanie przerwane makabryczną zbrodnią

Początkowo nic nie zwiastowało tragedii, do której doszło 20 września 2025 roku w Lubawie przy ul. Świętej Barbary. Emeryt Jan J., jego 61-letnia partnerka Agnieszka J. i jej syn Łukasz wspólnie z sąsiadami spędzali czas przy grillu, rozmawiając i jedząc kiełbasę. Gdy wieczorem zrobiło się chłodniej, rodzina weszła do środka budynku.

Krótko potem w mieszkaniu rozegrał się prawdziwy koszmar. Śledczy ustalili, że w przypływie furii Jan J. złapał za nóż kuchenny i zaatakował pasierba, zadając mu serię ciosów. Prokuratorzy uznali, że sprawca działał w celu pozbawienia życia. Mężczyzna dźgnął nożem 40-latka około 30 razy w rejon klatki piersiowej, przez co Łukasz J. poniósł śmierć na miejscu.

Próbująca bronić syna Agnieszka J. również odniosła poważne obrażenia. Według ustaleń śledczych agresor ugodził ją osiem razy, a jedno z dźgnięć uszkodziło płuco, powodując odmę. 61-latce udało się zbiec z mieszkania, a dzięki szybkiej interwencji lekarskiej ocalała.

Sąsiedzi widzieli zakrwawionego Łukasza oraz ranną kobietę. Sam Jan J. miał czekać w pobliżu drzwi i bez wahania potwierdzić, że to on odpowiada za zbrodnię.

Z relacji mieszkańców, zebranych wcześniej przez dziennikarzy "Super Expressu", wynikało, że relacje między Janem a Łukaszem były napięte. Od dłuższego czasu panowała między nimi niechęć i konflikt narastał, co ostatecznie miało tragiczny finał. Jan J., wcześniej znany jako spokojny emerytowany mechanik, nagle wybuchł, dopuszczając się wstrząsającej zbrodni.

Śmierć w więzieniu: Jan J. uniknął sali sądowej

Zatrzymanemu Janowi J. postawiono zarzuty zabójstwa i usiłowania zabójstwa. Groziła mu kara dożywotniego pozbawienia wolności. Od września 2025 r. przebywał w areszcie, oczekując na proces w związku z krwawym zajściem po grillu. Rozprawa się jednak nie odbędzie, ponieważ podejrzany zmarł 19 kwietnia 2026 r. za kratkami.

- Wykonane w toku postępowania czynności, w szczególności specjalistyczne opinie z zakresu biologii oraz daktyloskopii, potwierdziły ustalony przebieg zdarzenia oraz sprawstwo podejrzanego. Do zgonu podejrzanego Jana J. doszło z przyczyn chorobowych, a bezpośrednia i ostateczna przyczyna jego śmierci zostanie ustalona po oględzinach, otwarciu zwłok i analizie dokumentacji lekarskiej - przekazała prok. Ewa Ziębka z elbląskiej prokuratury.

Po śmierci Jana J. śledztwo zostało oficjalnie zamknięte. Jednocześnie ruszyło odrębne postępowanie, które ma na celu wyjaśnienie okoliczności zgonu. Śledczy będą sprawdzać, czy przyczyną była wyłącznie choroba, czy być może załamanie psychiczne po zbrodni.

Tragiczna historia z Lubawy kończy się bez wyroku i pełnego rozstrzygnięcia przed sądem. Na miejscowym cmentarzu spoczęła zarówno ofiara, jak i podejrzany. Ostateczne szczegóły zdarzeń, które rozegrały się w mieszkaniu tamtego popołudnia, pozostaną nieznane, zabrane do grobu przez Jana J.

Sonda
Czujesz się bezpiecznie w swojej okolicy?
Zabójstwo w Raszynie. Emerytowany pilot zabił Anię na oczach dzieci?!