30 września na drodze ekspresowej S7, będącej kluczowym korytarzem transportowym na północ kraju, odbyły się nietypowe manewry. Odpowiednie służby zadbały o najdrobniejsze szczegóły organizacyjne przedsięwzięcia. Rozstawiono sztab dowodzenia, przygotowano miejsca siedzące dla funkcjonariuszy oraz przeprowadzono profesjonalną odprawę przed tablicą, na której widniał główny kryptonim operacji: „ZATOR-2026”.
W tym samym czasie w zupełnie innej rzeczywistości znaleźli się zwykli uczestnicy ruchu drogowego. Zmuszeni byli oni przejść niezwykle wymagający i długotrwały test cierpliwości na całkowicie zablokowanej trasie.
Uwięzione w sztucznie wywołanym zatorze pojazdy ciężarowe oznaczały dla kierowców ogromne straty czasu, przekroczone normy czasu pracy, opóźnienia w dostawach oraz przepadające rezerwacje w portach. Jak wynika z doniesień świadków, część szoferów nie wytrzymała potężnego napięcia nerwowego. Zdesperowani kierowcy rzekomo zniszczyli bramę awaryjną prowadzącą na szlak techniczny, próbując desperacko ewakuować się z pułapki lokalnymi objazdami.
W obliczu rosnącego oburzenia opinii publicznej, funkcjonariusze policji tłumaczyli, że odpowiednie komunikaty o blokadzie trasy zostały opublikowane z odpowiednim wyprzedzeniem. Informacje ostrzegawcze miały trafić na oficjalne witryny internetowe oraz profile w mediach społecznościowych, a w samym dniu manewrów wyświetlały się również na drogowych tablicach świetlnych.
Pojawia się jednak zasadnicze pytanie, czy osoba podróżująca z drugiego końca kraju ma obowiązek weryfikowania lokalnych profili policyjnych przed rozpoczęciem jazdy. O komentarz w tej sprawie poproszono mecenasa Piotra Brzozowskiego, eksperta w dziedzinie prawa administracyjnego. W przeszłości ten sam prawnik zasłynął wygranym procesem przeciwko Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, która musiała zapłacić 10 tysięcy złotych grzywny, co w 2008 roku stanowiło niezwykle wysoką sankcję finansową.
„Oczywiście Skarb Państwa może, i powiem więcej: może ponieść odpowiedzialność, jeśli okaże się, że nie dochował należytej staranności w poinformowaniu o tego typu akcji” – tłumaczy wprost mecenas Piotr Brzozowski.
– Przy tego typu skali operacji konieczne są wielokrotne zapowiedzi z co najmniej miesięcznym wyprzedzeniem. Zmultiplikowane treści winny trafiać do środków masowego przekazu nie tylko o zasięgu lokalnym, ale także krajowym, w tym do Telewizji Polskiej w likwidacji. Być może właśnie obecna nazwa TV doskonale oddaje, nomen omen, klimat tej sytuacji i brak wiedzy kierowców o tym, że najważniejsza droga ekspresowa zostanie zamknięta – ironizuje prawnik.
Ekspert prawny kontynuuje swoją ocenę i z całą stanowczością dodaje: „W każdym razie istnieje duża szansa na wygranie procesów za zaniechanie władzy publicznej”.
Wypłata ewentualnych rekompensat nie nastąpi jednak w sposób automatyczny po złożeniu pism. Każda firma transportowa będzie musiała precyzyjnie udowodnić rzeczywistą wysokość poniesionych strat majątkowych oraz wykazać bezpośredni związek przyczynowo-skutkowy między decyzjami organizatorów ćwiczeń a powstałą szkodą.
Przeglądając dokumentację fotograficzną z tych kontrowersyjnych manewrów, trudno oprzeć się wrażeniu pełnego absurdu. Strażacy wyposażeni w piły mechaniczne z zaangażowaniem rozcinali barierki ochronne, aby zlikwidować paraliż komunikacyjny, który zaledwie kilka godzin wcześniej sami zaplanowali i celowo wywołali.
Zostaje jedynie wiara w rozsądek drogowców, aby nie inspirowali się zbytnio tego typu szkoleniami. W przeciwnym razie ktoś mógłby wkrótce wpaść na pomysł zburzenia całkowicie sprawnego mostu tylko po to, by przetestować procedury jego ponownego wznoszenia. Manewry „ZATOR-2026” dobiegły końca, jednak niewykluczone, że następne zgrupowanie tego sztabu dowodzenia odbędzie się już wprost na sali rozpraw.