Mateusz S. zabił ojca nożem, po usłyszeniu wulgarnych słów o matce
Młody mężczyzna dorastał bez męskiego wzorca, ponieważ Władysław S. nawiązał z nim kontakt dopiero kilka miesięcy przed morderstwem. Starszy mężczyzna pokłócił się ze swoją partnerką i postanowił zamieszkać u 23-latka. Pełnomocnik oskarżonego podkreśla, że 66-latek błyskawicznie zaczął przejawiać skłonności do agresji.
Kulminacja narastającego konfliktu nastąpiła w nocy z 9 na 10 października 2024 roku podczas ostrej wymiany zdań. Wtedy padły sformułowania, które doprowadziły do tragicznego finału. Starszy mężczyzna najpierw zapowiadał pozbawienie życia babci chłopaka, ale znacznie bardziej zabolały oskarżonego inwektywy rzucane w stronę pani Beaty. To właśnie matka wychowywała go w pojedynkę i stanowiła najważniejszy fundament jego życia. Jak dowodzono podczas rozpraw sądowych, ojciec oskarżonego stwierdził, że „najchętniej sprzedałby ją do burdelu.”.
Usłyszana obelga przelała czarę goryczy i sprawiła, że 23-latek całkowicie stracił panowanie nad sobą. Prawnik reprezentujący sprawcę wskazuje, że chłopak doznał nagłego i potężnego wybuchu złości. Młody mieszkaniec Olsztyna chwycił leżące w pobliżu ostre narzędzie kuchenne i dźgnął 66-latka trzynaście razy, celując w głowę, klatkę piersiową, brzuch oraz twarz. Ofiara ataku zmarła zanim na miejsce dotarli medycy.
Kiedy atak furii minął, sprawca morderstwa zrezygnował z jakichkolwiek prób ukrywania się przed wymiarem sprawiedliwości. Samodzielnie skontaktował się z operatorem linii alarmowej. „Zabiłem tatę” – miał zadeklarować w słuchawce. Przybyli na miejsce funkcjonariusze policji zastali 23-latka siedzącego w pomieszczeniu tuż obok zwłok.
Polecany artykuł:
Rodzina wspiera Mateusza S. przed Sądem Apelacyjnym
W trakcie posiedzenia w sądzie drugiej instancji wyraźnie rzucała się w oczy bliska relacja oskarżonego z jego rodziną i znajomymi. W budynku sądu stawiła się matka, babcia oraz grono wiernych przyjaciół. Największe emocje wzbudziły jednak wydarzenia, które miały miejsce bezpośrednio po zakończeniu wysłuchiwania argumentów stron.
Zanim mundurowi odprowadzili oskarżonego do aresztu, dwie najważniejsze kobiety w jego życiu podeszły do niego na dłuższą chwilę. Płaczące panie dotykały twarzy chłopaka, gładziły jego policzki i bardzo serdecznie go żegnały. Ten krótki moment fizycznego kontaktu dobitnie zobrazował, jak potężne relacje łączą sprawcę z członkami jego najbliższej rodziny. W świetle wulgarnych haseł wypowiadanych wcześniej przez ofiarę, ta sytuacja nabrała dodatkowego i niezwykle dramatycznego wymiaru. Zaskoczenia oraz współczucia nie potrafili ukryć nawet policjanci eskortujący zatrzymanego.
Mecenas reprezentujący interesy 23-latka wierzy, że sędziowie ostatecznie pochylą się nad niezwykle trudnym tłem całej tej ponurej historii. Sam sprawca nigdy nie próbował uciekać od winy za śmierć rodzica i za każdym razem powtarza, że ogromnie boleje nad swoim czynem. Wymiar sprawiedliwości musi teraz ustalić, czy izolacja na dwadzieścia lat stanowi adekwatną karę. Ostateczną decyzję sądu poznamy już 22 czerwca.