Ostatnia droga zamordowanego taksówkarza. Giżycko pożegnało pana Leszka
W sobotę, 10 stycznia, Giżycko (woj. warmińsko-mazurskie) pożegnało Lecha W. - 78-letniego taksówkarza, który zginął w sylwestrową noc po ataku nożownika. Msza pogrzebowa odbyła się w kościele pw. św. Kazimierza i rozpoczęła się o godz. 11. Podczas nabożeństwa ksiądz mówił o „ostatnim kursie” zmarłego. Nazwał go silnym człowiekiem i wspominał, że w przeszłości wygrał walkę z rakiem. Bliscy wspominali go jako „wspaniałego tatę” i „wspaniałego dziadka”, podkreślając, że „zawsze można było na niego liczyć”.
Lech W. przez ponad 40 lat woził mieszkańców i turystów, był też najstarszym - wciąż czynnym zawodowo - taksówkarzem w Giżycku. Miał marzenie: chciał kupić kampera i objechać nim Europę.
Tragedia w noc sylwestrową. 37-letni Mateusz G. miał zaatakować Lecha W.
Do tragedii doszło 31 grudnia późnym wieczorem. Z postoju taksówek w centrum Giżycka do samochodu Lecha W. wsiadł Mateusz G. Gdy kurs zakończył się pod domem pasażera w Pięknej Górze, ok. 4 km od miasta. To tam miało dojść do awantury, po której napastnik sięgnął po nóż i zaatakował kierowcę, zadając mu kilka ciosów. Mimo ran 78-latek odjechał i ruszył z powrotem w stronę Giżycka. Świadkowie zauważyli „podejrzaną”, zygzakowatą jazdę i wezwali policję, sądząc, że to pijany kierowca. Funkcjonariusze znaleźli w aucie zakrwawionego mężczyznę. Mimo interwencji służb zmarł na miejscu.
37-letni Mateusz G. został zatrzymany i aresztowany. Nie przyznał się do winy i odmówił składania wyjaśnień. Prokuratura apeluje o zgłaszanie się świadków, którzy mogą mieć informacje o zdarzeniu.