Dramatyczna śmierć 13-letniego Mikołaja
Do tragicznych wydarzeń doszło 16 maja w okolicach Jeziora Arklickiego. Śledczy ustalili, że początkiem dramatu była sprzeczka - Mikołaj miał wcześniej zaatakować jednego z mężczyzn jadącego rowerem. Dorosły natychmiast wezwał na pomoc swoich krewnych, po czym w czwórkę ruszyli w pogoń za dwójką młodych ludzi. Drugiemu z uciekinierów udało się wtopić w zarośla. Od tego momentu cała uwaga ścigających skupiła się na Mikołaju.
Nastolatek rzucił się do ucieczki w mrok, wpadając w pułapkę bez wyjścia, prosto w stronę bagien i jeziora. Mężczyźni mieli wiedzieć, gdzie uciekł, ale zostawić go samego. Gdy po jakimś czasie natrafili na niego znajomi, chłopak leżał po pas w bagnie, z twarzą skierowaną do wody. Natychmiast wezwano służby ratunkowe. Niestety, chłopiec zmarł.
Zarzuty i areszt po tragedii pod Arklitami
Wszyscy zatrzymani usłyszeli już zarzuty. - Według ustaleń prokuratury jeden z podejrzanych miał dopuścić się przestępstwa polegającego m.in. na spowodowaniu u 13-letniego chłopca ciężkiego uszczerbku na zdrowiu skutkującego zgonem pokrzywdzonego na miejscu zdarzenia. Podejrzany miał dopuścić się tego czynu poprzez zadanie pokrzywdzonemu uderzeń pięścią i nogą w głowę. Z kolej trzej pozostali mężczyźni stanęli pod zarzutem tego, że działając wspólnie i w porozumieniu, biorąc udział w pościgu za 13-latkiem i osaczeniu go w terenie uniemożliwiającym ucieczkę oraz uniemożliwiając mu ucieczkę, mieli ułatwić wymienionemu wyżej podejrzanemu spowodowanie u małoletniego ciężkiego uszczerbku na zdrowiu skutkującego jego zgonem. Ponadto, wszystkim czterem podejrzanym zarzucono nieudzielenie pomocy znajdującemu się w bezpośrednim niebezpieczeństwie utraty życia 13-letniemu chłopcu, a także usiłowanie pobicia innego małoletniego pokrzywdzonego - przekazał rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Olsztynie Adam Barczak.
Prokurator rejonowa w Kętrzynie Jolanta Rzepko powiedziała natomiast w rozmowie z „Super Expressem”, że podjerzani złożyli wyjaśnienia, ale każdy odnosił się do innego zakresu swojego zachowania. - Nie można powiedzieć ogólnie, że się przyznali albo że się nie przyznali - zaznaczyła.
Jak ustalili śledczy, zatrzymani próbują umniejszać swoją rolę w tragedii. Podczas początkowych przesłuchań żaden z nich nie korzystał z pomocy prawnika. Po przeprowadzeniu sekcji zwłok stwierdzono u ofiary obrzęk płuc oraz mózgu. Na ten moment nie rozstrzygnięto, czy był skutkiem pobicia, czy obrażeń odniesionych podczas dramatycznej ucieczki przez bagna. - Pobrano próbki do badań histopatologicznych. Dopiero po uzyskaniu wyników biegły będzie mógł określić mechanizm powstania obrażeń i przyczynę śmierci - wyjaśnia prokurator.
Zmarły uczył się w siódmej klasie szkoły podstawowej w Barcianach, wychowywał go ojciec. Starsza siostra wyprowadziła się z Kotek, aby założyć własną rodzinę. Po tragedii dyrekcja zapewniła dzieciom niezbędne wsparcie psychologów. Ponadto w głównym holu stworzono specjalne miejsce pamięci dla zmarłego ucznia. Młodzież wrzuca do wazonu ostatnie słowa do chłopca, które mają zostać odczytane podczas pogrzebu albo spalone.
Czterej mężczyźni, którzy konsekwentnie unikali kontaktu z mediami i chowali twarze przed trudnymi pytaniami, poznali już decyzję sądu. Najbliższe trzy miesiące spędzą za kratami.