Syn spalił dobytek własnej matki, żeby zrobić jej na złość. Kobieta straciła majątek

2026-09-28 22:37

Kompletne zgliszcza zostały z wyremontowanej, drewnianej stodoły. Ogień strawił sprzęt warty kilkaset tysięcy złotych, m.in. auto, quada, przyczepę kempingową oraz opał na zimę. O podpalenie podejrzewa się 26-letniego syna właścicielki posesji. Młody mężczyzna przyznał się, twierdząc, że chciał zrobić matce na złość. Najbliższe trzy miesiące spędzi za kratami, ale jego matka, pani Iwona, jest zrozpaczona i drży na myśl o jego powrocie.

Pożar stodoły w Leleszkach nie był przypadkowy. Ogromne straty finansowe

Do tragicznego zdarzenia doszło w Leleszkach koło Pasymia w województwie warmińsko-mazurskim, gdzie w sobotę, 19 września, wybuchł pożar drewnianej stodoły pani Iwony. Budynek pełnił funkcję przechowalni, a w jego wnętrzu znajdowały się wartościowe przedmioty, w tym samochód, quad, przyczepa kempingowa oraz różnego rodzaju narzędzia i maszyny. Właścicielka składowała tam również zapasy drewna przygotowanego na sezon zimowy. Żywioł strawił niemal cały majątek, a wartość zniszczeń szacowana jest na kilkaset tysięcy złotych.

Kobieta od początku miała przeczucie co do tożsamości sprawcy. Funkcjonariusze zatrzymali 26-letniego mężczyznę, który przyznał się do podłożenia ognia w budynku gospodarczym. Motywem jego działania miał być narastający konflikt w rodzinie. Z ustaleń bliskich i znajomych poszkodowanej wynika, że syn postanowił zemścić się na matce i napędzić jej strachu po tym, jak próbowała wymusić na nim zmianę dotychczasowego stylu życia.

Sonda
Byłeś kiedyś świadkiem pożaru?

Matka drży przed dniem, w którym syn wyjdzie z aresztu

Zatrzymany mężczyzna ma za sobą doświadczenia zawodowe z Wielkiej Brytanii oraz Holandii. Jego matka wskazuje jednak, że emigracja nie przyniosła mu życiowej stabilizacji. Po powrocie do kraju 26-latek pozostaje bezrobotny i nie założył własnej rodziny.

Wymiar sprawiedliwości orzekł wobec 26-latka środek zapobiegawczy w postaci trzech miesięcy tymczasowego aresztu. Poszkodowana matka z niepokojem wyczekuje jednak momentu, gdy jej potomek opuści mury placówki penitencjarnej. Mieszkańcy okolicy okazują kobiecie ogromne wsparcie i przypominają, że los już wcześniej jej nie oszczędzał.

Szkoda Iwonki. Broni tego Pawełka, chroni go. Nie miała łatwego życia. Mąż miał problem z alkoholem, później od niej odszedł. A teraz jeszcze to wszystko spłonęło

Sąsiadka zaznacza, że głównym oparciem dla pani Iwony jest obecnie mieszkająca z nią córka.

Dobrze, że ją ma. Pomaga Iwonce w tych ciężkich chwilach. Tyle rzeczy, tyle pieniędzy poszło z dymem. Człowiek całe życie pracuje i zbiera, a potem w jedną noc wszystko znika

Tragiczne konsekwencje finansowe to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Jak zauważają osoby z otoczenia pani Iwony, kobieta żyje w ciągłym strachu przed momentem, w którym jej syn ponownie znajdzie się na wolności.

Teraz siedzi, więc Iwonka ma trochę spokoju. Ale co będzie, kiedy wyjdzie? Ona się tego boi. Po czymś takim człowiek już nie wie, czego się spodziewać. Wyjdzie i spali teraz dom, tego trzeba leczyć

Szok w centrum Warszawy

ROLKI